Forum korzysta z plików cookies. Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wielorakie ja jako konsekwencja postmodernistycznego świata
#1
Czytam książkę Johna Rowana i Micka Coopera 'Jekyll i Hyde. Wielorakie Ja we współczesnym świecie'

książka prezentuje wielość koncepcji ujęcia problemu pluralizmu, ale to, co jest ciekawe to teza, która zakłada, że wielorakość i niespójność tożsamości Ja są efektem kulturowym związanym z masową fragmentaryzacją socjokulturową. Wielość ról, pracy, koncepcji kulturowych, modeli i wzorców wymuszają wytworzenie różnorakich Ja, które będą mogły spełnić czasem sprzeczne zadania, pogodzić różne wymagania, role itd. Dekonstrukcji ulegają absolutne prawdy i stare zasady (np. Postrzeganie płci) i pojęcie jednolitego Ja staje się reliktem modernizmu, traci aktualność. Trwa jednak walka między modernistycznym monizmem  a postmodernizmem. Rozwiązaniem staje się droga 'autentycznego pluralizmu cechującego się otwartością na wielorakie nieredukowalne zasady, wielorakie światy i dialog - i właśnie to umożliwia perspektywa wielorakiego Ja'. (wstęp, s. 11)
Ujęcie to zakłada, że o jednostce można myśleć jako o wielości jakościowo różnych Ja, a zarazem jako o jednym Ja - zatem jako o przenikającej się, dialogicznej strukturze podsystemów Ja; subosobowości; stanów ego; głosów; części; ról; różnych alter ego; potencjałow.
W tym ujęciu jednostka jest 'kimś, kto wychodzi na spotkanie swojego świata z różnych pozycji, za pośrednictwem wielu głosów, w relacji z wielorakimi pojęciami Ja, a jednocześnie jest kimś, kto nadal zachowuje znaczącą spójność, zarówno na poziomie składających się na nią wielości, jak i na poziomie całego systemu (tamże, s.12).

To, co jest szczególnie interesujące jest podkreślanie znaczenia dialogu zarówno wewnątrz jednostki jak i między jednostkami. Dzięki otwartemu i płynnemu porozumiewaniu się poszczególne Ja mogą się wzajemnie poznać, zrozumieć i nawiązać ze sobą współpracę, bez wyrzekania się własnych granic. Autorzy dowodzą, że wielość rozmaitych Ja jest funkcjonalne tylko gdy istnieje dialog między nimi. Jeśli nie ma komunikacji, różne Ja wypierają się wzajemnie. Jeśli jedno Ja dominuje, wyłączając inne, funkcjonowanie całości jest mniej skuteczne niż funkcjonowanie każdej pojedyńczej części, natomiast gdy poszczególne Ja rozmawiają ze sobą, efekt współdziałania i współpracy może przekraczać sumę pojedyńczych części. (tamże, 18)

Reasumując pluralizm Ja jest koniecznością wynikającą z przemian kulturowych i socjologicznych, ale tylko wielość pracująca nad komunikacją może sprostać wymaganiom współczesności.

Równie ciekawe są poszczególne koncepcje ujęcia wielości, ale o tym innym razem.

Zgadzacie się z tą tezą? Wielość i dążenie do niej może być wynikiem dopasowania  do współczesności?

ech, nie mogę edytować w telefonie, w tytule oczywiście 'Wielorakie...'
Mnogość


Odpowiedz
#2
Cervet... właściwie nie potrafię pisać tak pięknie, jak ty, ani ubrać tego dokładnie w słowa, ale czy chodzi ci o to, że dostosowując się do kultury czy społeczeństwa, naturalnie wykształcamy u siebie rodzaje osobowości (inne zależnie od sytuacji), przez co nasze "Ja" wygląda tak, jakby rozbijało się na więcej, niż jedno?
Odpowiedz
#3
wygląda na to, że próba dostosowania się do kultury wymusza wytworzenie wielu Ja. Są to oczywiśącie Ja nieświadome, ale dana jednostka odczuwa dyskomfort i niespójność swoje tożsamości. Praca terapeutyczna zakłada odkrycie, odkreślenie i nazwanie rozmaitych Ja i próbę ustawienia ich w harmonii i zespolenia w jeden sprawny organizm, za pomocą poprawiania komunikacji wewnętrznej (między kolejnymi Ja) i zewnętrznej (między jednostką a społeczeństwem).
Mówiąc inaczej konkretni ludzie nie są świadomi swego rozbicia. W tym ujęciu pewnie tulpowanie byłoby nadaniem twarzy określonemu, już istniejącemu lecz w sposób nieuświadomiony dla jednostki, jednemu z wielu Ja.

zaciekawiło mnie skuteczne stosowanie terapii rodzinnej (systemowej) do pracy z kolejnymi Ja jednostki. W ogóle książka - fascynując.a
Mnogość


Odpowiedz
#4
Myślę, że wielość sprzyja redefinicji siebie. A a to jest przydatne w czasie walących się schematów, gdy dopiero kształtują się nowe (dość dynamicznie, ale to wprowadza chaos). Ten dialog wewnętrzny, o którym mówimy, pozwala lepiej poznać siebie i swoje potrzeby, marzenia i cele. Wtedy nabiera się trochę gruntu pod nogami, żeby dało się podjąć jakąś decyzję.

Bo nagle nie trzeba się do końca utożsamiać ze starymi, już powoli dezaktualizującymi się definicjami ról (np. kobiety albo ojca), ale można się nimi bawić, łączyć, przeplatać. Ta lawina możliwości ma swoje złe strony - skąd masz wiedzieć, co wybrać? Masz też coraz mniej pewności, że w swoim wyborze otrzymasz społeczną akceptację/nie otrzymasz jej (nie wiesz co 'jest właściwie/niewłaściwe')- w końcu, skoro definicje się chwieją, każdy będzie miał własne i podług nich cię oceniał. Nie odgadniesz tak łatwo, jak będziesz postrzegany. Wink

Kwestię fuzji, która jest czymś więcej, niż sumą rzeczy dodanych, można oglądać w różnych odsłonach (w literaturze, popkulturze, etc). Myślę, że nazwałbym taką 'fuzję' kolejnym archetypem, którego używają ludzie, by mówić o pojęciach abstrakcyjnych. I, przynajmniej tu dla mnie i Ki, rzeczywiście pojęcie takiej fuzji rzeczywiście się sprawdza.

Ten schemat dialogu i fuzji (zacieśnionej relacji i współpracy) można też przenosić na stosunki międzyludzkie, a nawet międzygrupowe. Tylko skala inna, bo mechanizmy podobne.
Odpowiedz
#5
Cervet, jakby zastosować to do tulpomancji, to rozumiem to tak, że (poprawcie mnie, jeśli napiszę jakąś głupotę) jakaś część podzielonego "Ja", bez znaczenia chyba czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, może stać się tulpą? Tak lekko podsumowując.
Odpowiedz
#6
Modra, wydaje mi się, że Cervet definiuje 'ja' jako zestaw pragnień i dążeń (wtedy jeden człowiek = wiele 'ja' rozmawiających że sobą - nawet niekoniecznie w pełni świadomie, którym to 'ja' można nadać twarze w procesie tworzenia tulp), a ty widzisz 'ja' jako jeden system (umysł) i wtedy jeden człowiek = jedno 'ja', które może się rozbić i wykształcić w więcej 'ja' (tulpy). Mam wrażenie, że oboje macie wtedy rację, tylko patrzycie na to samo zjawisko z różnych perspektyw.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości